Rowerem, ale po torach? Pociągowym traktem, ale używając tylko siły nóg? Kto to w ogóle wymyślił? I dokąd można tym cudem dojechać? Przejażdżkom Bieszczadzkimi Drezynami Rowerowymi towarzyszą piękne krajobrazy i kierownik składu w roli przewodnika opowiadającego o mijanych miejscach. Jest więc i coś dla ciała, i dla ducha.

Województwo podkarpackie jest pełne nietuzinkowych atrakcji, a Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe z pewnością się do nich zaliczają. Choć początki linii 108 sięgają 1872 r., do celów turystycznych została wykorzystana po raz pierwszy dopiero w 2015 r. Wtedy, po zamknięciu nierentownego już kolejowego ruchu pasażerskiego, na odcinku od Zagórza do Krościenka zaczęły królować napędzane siłą mięśni nóg drezyny. Bazą i głównym przystankiem na 47-kilometrowym odcinku torów jest usytuowana mniej więcej w połowie trasy stacja w Uhercach Mineralnych. Na stylizowanym peronie urządzono galerię, więc sporo wrażeń można mieć już przed wyjazdem w stronę Ustrzyk Dolnych bądź Zagórza. Do wyboru są 4 trasy (8,5 km, 12 km, 14 km i 18 km).
Turyści przejeżdżają drezynami przez przez teren rezerwatu przyrody „Bobry w Uhercach”, wzdłuż rzeki Olszanicy, pokonują stary kolejowy tunel Kostrzyń, docierają do małej delty pomiędzy rzekami Sanem i Osławą oraz oglądają pozostałości po tzw. linii Mołotowa, czyli radzieckich umocnieniach z czasów II wojny światowej. Z perspektywy drezyny bieszczadzkie okolice wyglądają zupełnie inaczej niż ze szczytów połonin czy znad brzegu Soliny.

Wydawca: Polska Organizacja Turystyczna